Poczta Polska i nie tylko

Każdy kto bywa od czasu do czasu w placówkach Poczty Polskiej zauważył z pewnością, że to już głównie sklepiki ze specyficznym asortymentem, z przewagą różnego rodzaju dewocjonaliów. Cóż, może się sprzedaje i warto? Ktoś chyba to kalkuje? Całkiem niedawno wpadła mi w oczy gdzieś w sieci informacja, że Poczta Polska planuje otwarcie sieci własnych dyskontów, więc tan rodzaj działalności będzie rozwojowy.
Niestety, ale wygląda na to, że ze szkodą dla działalności podstawowej.

Przez ostatnie 2 miesiące odbierałam sporo przesyłek pocztowych, dostarczanych przez różne firmy kurierskie. Zdecydowanie górują tu paczkomaty InPost – nie muszę siedzieć w domu i czekać na kuriera, odbieram wtedy, gdy mi to pasuje. Godne pochwały jest także DPD – szybko i sprawnie. Choć cały czas nie mogę zrozumieć dlaczego nigdy nie wymagano ode mnie podpisu, że odebrałam przesyłkę? Jak w przypadku ewentualnej reklamacji DPD udowadnia, że dostarczył? Polecić mogę także DHL. Tu dodatkową wartością jest także możliwość przekierowania przesyłki do dowolnie wybranej “Żabki”  odebrania jej w innym terminie.
Niestety, mocno sparzyłam się za to na dostawie Pocztą Polską. Przesyłka wysłana z Ciechanowa do Suwałk przez prawie 3 pełne doby (w środku tygodnia, same dni robocze) przeleżała sobie w Warszawie. No sorry, ale po co? Czy naprawdę musiało to trwać tak długo? Mam wrażenie, że coś tu jest kiepsko z organizacją. Ta przesyłka akurat była dla nas bardzo ważna, gdyby nie udało się jej odebrać przed sobotą, byłaby już zupełnie niepotrzebna. Interweniowaliśmy wszędzie gdzie się dało, ale infolinia była zupełnie bezradna – “przesyłka jest w drodze”. Na szczęście się udało (w wyniku bardzo nieformalnych kontaktów), ale co przeżyliśmy, to nasze. Na długo się zraziłam, nikomu nie polecam. 

 

Ekologia. Czy to się opłaca?

O ekologii słyszy się ostatnio dużo i często. Temat na czasie, szczególnie w aspekcie różnych groźnych zjawisk pogodowych, których ostatnio nie brakuje.
Czy opłaca się żyć tak, aby jak najbardziej chronić środowisko? Długofalowo i na skalę globalną z pewnością tak, ale jak to wygląda w wymiarze każdego z nas osobno i to teraz, na każdym kroku codzienności? Moim zdaniem warto, tak wychodzi oszczędniej. I nie mam tu na myśli tylko dbania o własne zdrowie (choć wiadomo – lepiej zapobiegać niż leczyć), ale także o to ile płacimy na co dzień, myśląc o tym, czy mniej lub bardziej dbamy o środowisko.

Mieszkam w Gdańsku, w podłączonym do elektrociepłowni bloku, więc odpada mi problem zakupu opału. Nie muszę się zastanawiać, czy i jaki kupić węgiel czy może lepiej zainwestować w ogrzewanie gazowe. Oczywiście oszczędzam ciepło – zainstalowane na kaloryferach podzielniki ciepła są tu zdecydowanym motywatorem, aby skręcając zawory, nie wpadać w depresję przy rozliczeniu zużycia ciepła. Staram się też patrzeć na to trochę szerzej. Ok. 40%  opłaty to zużycie ciepła w części wspólnej, pilnuję więc także, aby w sezonie grzewczym okna i drzwi na klatce schodowej były pozamykane. Na szczęście nie jestem sama – sąsiedzi mają podobne podejście.

Na własny użytek pilnuję energii elektrycznej. Niestety, prąd jest bardzo drogi (a w przyszłym roku będzie jeszcze drożej) i trzeba tego pilnować. W praktyce wygląda to tak, że ciągle gaszę niepotrzebne oświetlenie (choć i tak korzystam z żarówek LED-owych), wychodząc z domu – wyłączam listwę zasilającą router, telewizor itp. Im mniej zużywam, tym mniej płacę, choć analizując rachunek za prąd – nie jest to takie proste przełożenie. Opłaty stałe stanowią znaczną część rachunku i nie zależą od zużycia. Niemniej jednak staram się pilnować, przy okazji wierząc, że na swoją małą skalę dbam o środowisko.
Podobne podejście mam do wody. Tu jest podobnie – zainstalowane liczniki na rurach dopływowych zmuszają do oszczędzania wody. I też pośrednio wpływają na środowisko, choć tylko w skali mikro.

Oczywiście segreguję też śmieci. Wprawdzie nie mam wyboru, w mojej spółdzielni mieszkaniowej obowiązuje taki model, płacimy mniej za śmieci segregowane, ale mam nadzieję, że to też mój mały okruszek do ochrony środowiska. Tym bardziej, że ostatnio generalnie staram się zmniejszać ilość śmieci. Na zakupy od wielu lat chodzę z własnymi “szmacianymi” siatkami, rzadko decydując się na zakup reklamówek. Tu też oszczędzam – reklamówki są przecież płatne. Do zdecydowanego minimum ograniczam jednak także korzystanie tych małych, cienkich foliówek, które w wielu przypadkach są darmowe.
Piję dużo wody, ale coraz mniej w plastikowych butelkach (choć lubię mineralną lekko gazowaną). Przerzucam się na zwykłą wodę z kranu, przepuszczoną przez filtr w dzbanku Dafi. Zawsze to mniej plastiku w domu, a poza tym – jednak litr wody z kranu jest tańszy niż z przyniesionej ze sklepu butelki.
Dodatkowo staram się też nie wyrzucać jedzenia. Korzystam z zamrażalnika , mrożę nawet chleb, wyciągając przed posiłkiem kilka kromek.

Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że w ten sposób nie powstrzymam zmian klimatu. Jednak nie oznacza to, że nie warto nic robić. Trzeba i to od zaraz. Nikt nie jest zwolniony z tego obowiązku. W  myśl zasady: grosz do grosza …. – małymi kroczkami możemy przyczynić się do tego, że choć trochę  zatrzymamy dalszą degradację naszej planety. No i liczy się walor edukacyjny – dawajmy sobie nawzajem dobry przykład.
Tym bardziej, że to się opłaca.

 

Dostawa Leclerc

Poprzednia notka na blogu opisuje moje zakupy w internetowym Leclercu:
E-zakupy
Dziś był termin dostawy. I nie mam uwag. Wprawdzie w przypadku jednego z artykułów nastąpiła mała podmianka (uzgodniona telefonicznie), ale wszystko obyło się punktualnie i bez problemów.
Generalnie – duży plus za godzinne sloty czasowe. Wybieram termin w godz.9.00 do 10.00 i nie spędzam pół dnia na czekaniu. Ostatnio ma to dla mnie duże znaczenie. Porównując z niektórymi firmami kurierskimi czy nawet Pocztą Polską – informacja typu “w dniu dzisiejszym nastąpi próba dostarczenia przesyłki” jest jednak mało precyzyjna i średnio mnie zadowala.

 

 

E-zakupy

Zakupy online są już coraz powszechniej stosowaną formą zakupów. Przyczyną są nie tylko ograniczenia handlu w niedziele. Mając do wyboru bieganie po sklepie w tłumie ludzi lub popijanie kawy przed komputerem i klikanie w wybrane przez nas towary, wiadomo, co jest wygodniejsze.
Korzystam z e-zakupów, choć są artykuły, które przed zakupem wolę obejrzeć, aby mieć pewność, że są świeże. Z tego też względu na co dzień całą “spożywkę” załatwiam na ogół w sklepach stacjonarnych. Kiedyś robiłam to częściej, korzystając z “Almy” czy “Piotra i Pawła” i w sumie byłam zadowolona.

W grudniu, przed świętami Bożego Narodzenia postanowiłam przetestować dostawę z Hypermarketu internetowego Leclerc 
Same e-zakupy poszły szybko i sprawnie. Płatność i dostawa – również bez problemu. Nawet planowałam napisać pochwalną notkę na ten temat, ale zabrakło mi czasu.
Zbliżają się kolejne święta, postanowiłam więc powtórzyć taką formę zakupów. I trochę się rozczarowałam, poszło gorzej niż przypuszczałam. Przede wszystkim – coś złego działo się ze stroną internetową. Chwilami strasznie muliło. Miałam też problemy z dodawaniem artykułów do koszyka. Wstawiłam 6 butelek wody mineralnej i każda kolejna próba dodania jeszcze jakiejkolwiek innej wody kończyła się komunikatem, że dopuszczalna ilość jest już w koszyku. Chciałam kupić 1,2 kg ćwiartek z kurczaka, ale też mi się nie udało. W koszyku lądowało zawsze tylko 0,4kg. Korygowałam, ale po chwili znowu było to samo. W efekcie zrezygnowałam z tego artykułu. Być może wynikało z samego działania strony internetowej,  może w piątkowy wieczór było zbyt wielu użytkowników, ale nieco mnie to zdegustowało. Później okazało się też, że wzrosła sama opłata za dostawę. Mieszkam
w 1 strefie dostaw i w grudniu było 5zł, wczoraj już 8,99zł. Procentowo wzrost znaczny, choć to mogę jeszcze zrozumieć. Nie wiem jaki jest obecnie wskaźnik inflacji, ale wszystko wokół drożeje.

Mam nadzieję, że dostawa będzie w porządku, a zamówione towary zgodne z oczekiwaniami jakościowymi. Generalnie jednak wczorajszymi e-zakupami jestem raczej zdegustowana.
Może następnym razem wypróbuję Tesco? Ostatnim razem była tam znacznie wyższa opłata za dostawę, muszę sprawdzić teraz.