Poczta też potrafi

Narzekanie na Pocztę Polską i świadczone przez nią usługi to już wręcz  standard w naszej rzeczywistości. Nie ma sensu się rozpisywać – po co? Tym razem jednak zdecydowanie chciałabym pochwalić Pocztex – za szybkie i sprawne dostarczenie 

kliknij, aby powiększyć

Standardowa przesyłka Amazonu, przygotowana gdzieś w magazynie na zachodzie kraju, dotarła do mnie w Gdańsku po 23 godzinach. Miły, sympatyczny i uśmiechnięty kurier w pakiecie. Naprawdę jestem pod wrażeniem. 
I nie lubię ciągle narzekać, wolę chwalić – szczególnie jeśli są powody. 

 

Migracja przestarzałych baz danych

Gdy kilkanaście lat temu zakładałam swoją działalność gospodarczą, wykupiłam domenę i hosting w nazwa.pl.
W tamtych czasach swoje blogi prowadziłam jeszcze na bezpłatnej platformie Blox.pl, ale po jej likwidacji – wykupiłam dodatkowo domenę marzatela.pl i na jej subdomenach – odtworzyłam i uporządkowałam swoje blogi. 
Generalnie zawsze byłam zadowolona z hostingu, choć rachunki ciągle wzrastały.
Kilka lat temu z kilku różnych powodów zrezygnowałam z tego dostawcy i korzystając z atrakcyjnej promocji, przeniosłam się na home.pl. Cóż, wróciłam po 2 latach – było zdecydowanie gorzej. 

We wrześniu br. dostałam z nazwa.pl maila z informacją, że korzystam z przestarzałych wersji baz danych. Dołączony był link do bazy wiedzy, jak można je zaktualizować
https://www.nazwa.pl/pomoc/baza-wiedzy/zarzadzanie-baza-danych/#migracja-mariadb-105
Niestety, wówczas zignorowałam tę informację, odkładając ja na później. Potem oczywiście zapomniałam, a kolejnego maila nie otrzymałam. Za to w listopadzie, na 10 dni przed końcem okresu abonamentowego, nastąpiła próba pobrania z mojej karty należności za kolejny okres abonamentowy. Próba nieudana – mam tu podpiętą kartę, na której nie ma środków – zasilam ją tylko konkretną kwotą chwilę przed dokonaniem płatności. No i chwilę później – przyszedł mail z proformą. Jedną z pozycji było Obsługa starszych wersji serwerów baz danych dla usługi serwera.
Cóż, 110,70zł za 3 miesiące to dla mnie zdecydowanie za dużo. Wczytałam się dokładnie w instrukcję i zabrałam do samodzielnego migrowania baz. Przy okazji zrobiłam też porządek na serwerze – trochę różnych śmieci przez lata mi się tam nazbierało. Poszło nawet w miarę sprawnie, choć przy jednym z blogów popełniłam kilka błędów, musiałam wykasować wszystko i zainstalować aplikację WordPress od początku (na szczęście miałam kopię i odtworzyłam całą treść) . Jednak ku mojemu zdziwieniu – ta nowa instalacja aplikacji też pojawiła się na przestarzałej bazie danych. Zaczęłam podejrzewać, że jednak coś nie do końca dobrze mi poszło z tymi migracjami. Po kontakcie z nazwa.pl okazało się, że tak, tak jest. Muszę ten nowy blog również zmigrować do nowej wersji. Zrobiłam to, ale gdybym była zupełnie nowym klientem, raczej nie przyszłoby mi do głowy, że instaluję coś przestarzałego. Też musiałabym płacić dodatkowo? 
Cóż, ja naprawdę optymalizuję koszty… 

Generalnie jest zadowolona z usług nazwa.pl i póki co, nie zamierzam uciekać i korzystać z powitalnych promocji na start u innych dostawców. Konsultanci są bardzo uprzejmi i szybko reagują, nawet w godzinach wieczornych w sobotę. Sam hosting jest stabilny i przyjazny w obsłudze. 
Widzę jednak też wady:

    • przedłużanie na kolejny okres abonamentowy jest automatyczne, jednak czasem znajdują się tam pozycje, których już nie chcemy przedłużać/opłacać. Nie wiem, czy w przypadku reklamacji szybko zwracają nadmiarowe środki, ale  na wszelki wypadek – lepiej trzymać środki na karcie bez środków;
    • jedyny rozsądny sposób na opłacanie usług to karta płatnicza. Każda inna forma płatności (w tym przelew elektroniczny czy nawet Blik) – jest obciążany dodatkową opłata prawie 10zł. To już wręcz absurd. 

 

Dobra firma kurierska

Na różne firmy kurierskie zdarzało mi się już narzekać. Tym razem chciałabym jednak pochwalić  GLS. Szybko, sprawnie i bez problemów. 
W poniedziałek w południe zamówiłam i opłaciłam przesyłkę, we wtorek w południe była już w moich rękach.  Przesyłka mała, sprzedawca szybko ją przygotował i przygotował do wysłania. Od razu po nadaniu numeru dostałam info z GLS  linkiem do śledzenia przesyłki oraz możliwość przekierowania. Skorzystałam z przekierowania do paczkomatu – strona jest bardzo przyjazna i szybko i sprawnie można to zrobić. GLS współpracuje z Orlenem, więc możliwości jest sporo. Ja wykorzystałam paczkomat blisko mojego domu, w okolicy jest ich więcej. 

Szybko i sprawnie, polecam. 

Serwis firmy Bosch

W lutym ubiegłego roku kupiłam lodówkę firmy Bosch. Przez cały czas byłam z niej naprawdę zadowolona. W ostatnią niedzielę, kilka minut przed godziną szóstą obudził mnie alarm, a po otwarciu zamrażalnika – mnóstwo szronu i całkiem sporo wody. Cóż, każdy sprzęt może się zepsuć… 
Skasowałam alarm, zresetowałam lodówkę. Po dłuższej chwili wyglądało wszystko w porządku – żadnych alarmów,  woda w wstawionej szklance dość szybko zamarzła. Owszem, rozważałam opcję, że mogłam na noc zostawić niedomknięte drzwi, ale wydawało mi się to raczej mało prawdopodobne.  Tym bardziej, że lodówka ma alarm otwartych drzwi i musiałabym go usłyszeć wcześniej. Na wszelki wypadek przez stronę internetową firmy Bosch zamówiłam serwis. Termin – czwartek przed południem. 

Przez kolejne 3 dni wszystko było w porządku. Zaczęłam nawet rozważać odwołanie serwisu, ale ostatecznie nie zrobiłam tego. Lodówka jest jeszcze na gwarancji, stwierdziłam, że lepiej jak ją zobaczy. 
Technik przyszedł, pozaglądał wcześnie, coś posprawdzał, poprawił uszczelki i stwierdził, że wszystko jest w porządku. Spokojnie i cierpliwie tłumaczył mi, że lekkie uchylenie drzwi faktycznie mogło nie uruchomić alarmu, zaczął zbierać się szron i od razu topić. Na dnie lodówki nie było zamarzniętej wody, co wskazuje na to, że lodówka cały cas jednak mroziła. I wcale nie miał pretensji, że właściwie niepotrzebnie go wezwałam. 

Generalnie muszę pochwalić serwis Bosch. Prosta i przejrzysta strona internetowa, bez problemu udało się przejść przez kolejne kroki umawiania. Możliwość wyboru terminu – sloty 4-godzinne, więc całkiem przyjazne. Potwierdzenie zgłoszenia na maila, dzień wcześniej – przypomnienie. W dniu naprawy rano kolejne przypomnienie i zawężenie terminu do 3 godzin. A pół godziny wcześniej – telefon od technika. Sam technik – bardzo miły i uprzejmy, widać też było, że jest fachowcem. 
Aż szkoda, że nie przyszła żadna ankieta, gdzie mogłabym przyznać wysokie noty.

 

Przekierowanie przesyłki kurierskiej

Z usług różnych firm kurierskich korzystam bardzo często. Sporo zakupów robię w sieci i wprawdzie zdecydowanie preferuję dostawę do paczkomatów, to jednak nie zawsze jest to możliwe.  W takich przypadkach najczęściej staram się korzystam z przekierowania do punktów doręczeń, gdyż na ogół trudno jest siedzieć cały dzień w domu w oczekiwaniu na kuriera.

Kilka dni temu w jednym ze sklepów internetowych zamówiłam sensory do monitorowania glikemii (jestem diabetyczką). Do wyboru miałam 2 firmy kurierskie: DPD i FedEx. DPD mi ostatnio podpadł i to poważnie:
DPD – zdecydowanie nie polecam
wybrałam FedEx. I też się zawiodłam.
Po nadaniu przesyłki przez nadawcę, otrzymałam wszystkie niezbędne informacje do jej monitorowania. Zaraz potem – takie samo info od FedExu, łącznie z linkiem do przekierowania. SMS też dotarł.  Ponieważ następnego dnia wiedziałam, że będę poza domem, zaczęłam sprawdzać możliwości przekierowania.  Znalazłam w pobliżu mojego domu sklepik Kolportera, w którym znajduje punkt odbioru m.in.FedExa. Niestety, mojej przesyłki nie mogłam przekierować ani do tego, ani do żadnego innego punktu, w ogóle nie było takiej opcji. Tego akurat się nie czepiam – sensory z refundacją NFZ, ściśle sprawdzane i pilnowane, być może nadawca wykluczył taką opcję. Mogłam za to przekierować paczkę pod inny adres. Zrobiłam to wskazując adres syna (mieszka przy  s sąsiedniej ulicy, na tym samym osiedlu) – pracuje zdalnie w domu, więc bez problemu mógł odebrać.
Potwierdzenie o przekierowaniu przesyłki przyszło szybko – mailem i SMS-em.

Następnego dnia wyszłam z domu już bardzo wcześnie rano.
W południe na chwilę wpadłam do domu i kilka minut później do drzwi zadzwonił kurier z paczką. Był zdziwiony pytaniem o przekierowanie – na etykiecie miał mój adres (cóż, etykietę wypełniał nadawca paczki) i tym się kierował..
Po co więc te wszystkie przekierowania drogą elektroniczną?
Co stałoby się z przesyłką, gdybym wróciła 10 minut później?
Czy to na pewno jeszcze rynek klientów?

Rynek klientów czy kurierów?


Firmy kurierskie – UPS

Tak się ostatnio złożyło, że jedna z moich przesyłek została wysłana do mnie poprzez firmę UPS. Nie była to moja decyzja, nie miałam tu wpływu – dowiedziałam się o tym drogą mailową, po prosu podano mi numer przesyłki. Nie pamiętam, czy już kiedyś korzystałam z ich usług, ale raczej nie miałam żadnych złych skojarzeń. Wkrótce po mailu od nadawcy (w ostatni poniedziałek)  dostałam również  maila od UPS z informacją, że mają dla mnie przesyłkę i dostarczą mi ją w środę w godz.:8:30 – 12:30. Wprawdzie weszłam na  stronę UPS i chciałam sprawdzić dokładnie jej drogę i ewentualne możliwości przekierowania, ale zrezygnowałam nie chcąc zakładać sobie konta na portalu, z którego nie korzystam. Ponieważ tego dnia nie planowałam żadnych wyjść – stwierdziłam, że żaden problem, będę w domu.  We wtorek o godz.9:56 (czyli dzień przed planowanym doręczeniem) przyszedł kolejny mail, tym razem o zmianie terminu doręczenia na wtorek godz.8:30 -12:30. Cóż, byłam w domu, czekałam. Kurier nie dotarł. Ponieważ widziałam, że muszę później wyjść – ponownie weszłam na stronę i zaczęłam szukać możliwości przekierowania. Próbowałam znaleźć jakąś mapkę/listę punktów odbioru. Niestety, nie udało mi się. Być może po dłuższych poszukiwaniach udałoby mi się, ale strona chyba raczej nie jest zbyt intuicyjna.
Za to o godz.14:06 przyszedł kolejny mail:

Cóż, byłam już prawie ubrana, musiałam koniecznie wyjść. Doczekałam do godz.14:30, po wyjściu z bloku jeszcze rozglądałam się – nic.
Następny mail był o 16:06 – że przesyłka trafiła do punktu w sklepie w sąsiedniej dzielnicy. Wybrałam się tam następnego dnia – sprawdzono mi dowód osobisty i otrzymałam informację, że skoro nie mam od nich SMS-a – to wątpliwe, aby przesyłka jednak była u nich. Ekspedientki nie przekonywało, że ani nadawca ani więc tym bardziej UPS nie znają mojego numeru telefonu i komunikowali się ze mną tylko drogą mailową. Na szczęście udało się znaleźć paczkę i odebrałam moją przesyłkę.

Generalnie jednak nie jestem zachwycona UPS-em. W bliskiej okolicy jest wiele różnych punktów mających umowy z różnymi firmami kurierskimi. Nie wiem, czy na pewno nie było nic bliżej niż sąsiednie osiedle? Mieszkam w dużej dzielnicy mieszkaniowej Gdańska, ludzie dostają różne przesyłki, część również przez UPS i nie wydaje mi się, że zawsze wszyscy siedzą w domu i czekają na kuriera. Zapotrzebowanie na punkty odbioru  z pewnością jest.

Uszkodzona zmywarka

Od dawna jestem fanką urządzeń AGD Elektroluxa. Mam kuchenkę, zmywarkę, pralkę. Rok temu kupiłam nową pralkę – poprzednia tej firmy służyła mi przeszło 10 lat. Zawsze byłam zadowoloną klientką i polecałam też innym. Kilka miesięcy temu namówiłam też sąsiadkę, która kupowała zmywarkę. Niestety, miała pecha – bardzo szybko się zepsuła. Owszem, na gwarancji to nie problem, ale okazało się, że serwisant jakoś mało się przyłożył, twierdząc, że wszystko jest w porządku i po kilku dniach trzeba było ponownie wzywać, żeby ostatecznie awaria została usunięta.
Dwa tygodnie temu niestety padał moja zmywarka. Działała bez problemu przez prawie 7 lat, zdaję sobie sprawę, że nic nie jest wieczne. Zmywarka teoretycznie działa – wszystkie programy przechodzą cały cykl – problem w tym, że w ogóle nie jest podgrzewana woda, wszystko zimną, więc wiadomo jaki efekt. Zakładałam, że to grzałka, więc nie powinno być większego problemu. Szukając fachowca do naprawy, popytałam na osiedlowej grupie na Facebooku. I wcale mi się to nie spodobały odpowiedzi. Namiary dostałam, ale dowiedziałam się, że to wcale nie musi być grzałka (jeśli tak – koszt ok.300zł). Gorzej, jeżeli to panel sterowania – tu już koszt wynosi 1300zł. Skojarzyłam, że u sąsiadki były podobne objawy i faktycznie finalnie wymieniono panel.  Pogooglałam i okazało się, że to wcale nie taka rzadka przyczyna i to w zmywarkach różnych firm. Cóż, zajrzałam na stronę Elektroluxu. Mogę wezwać serwis – koszt samej diagnozy to 349zł. Jeżeli to panel sterowania to zapłacę jeszcze 1300zł. I to już przestaje mieć sens, lepiej kupić nową. Zrezygnowałam z naprawy i zaczęłam szukać nowej, polując na promocje. Zaczęłam od Elektroluxa, ale waham się. Mniej więcej w tej samej cenie są zmywarki np.Boscha, ale mają wyższą klasę energetyczną, więc w sumie w eksploatacji wyjdą taniej. W rankingu 10 najlepszych zmywarek w EURO RTV AGD nie ma żadnej Elektroluxu, Bosch jest.
Jeszcze się zastanawiam, w piątek mam zamiar sfinalizować zakup.

Rachunki SSP

Każdy z nas ma całą długą listę rachunków do płacenia. Większość to rachunki stałe, cykliczne – czynsz, prąd, gaz, telefon, internet itp.itd. Kiedy powinniśmy je płacić? Oczywiście nie po terminie, ale ile dni przed?
Ja od dłuższego czasu mam zasadę, że większość rachunków płacę dokładnie w ostatnim dniu, ani pół dnia wcześniej. Owszem, robię wyjątki, ale nie w stosunku do spółek skarbu państwa,podatków czy ZUS-u. Cóż, tu jestem radykalna. Wprawdzie raz w miesiącu siadam i zlecam przelewy w banku, blokuję kwotę przelewu, ale termin wykonania zawsze ustawiam na dzień widoczny na fakturze.

Mój dostawca prądu to Energa czyli Obajtek. Gaz – PGNiG czyli też Obajtek. Widzę, jak źle są zarządzane i jak marnotrawione są tam pieniądze. Płacę wysokie rachunki za prąd i szlag mnie trafia widząc, że moje pieniądze również trafiają na finansowanie różnych przedsięwzięć mających uzasadnienie nie finansowe czy choćby ekologiczne, a ściśle polityczne. W ostatnich latach w Enerdze było już bodajże 12 prezesów. stracono olbrzymie środki w górnictwo,  całkowicie chybiony projekt elektrowni w Ostrołęce czy pensje licznych nominatów politycznych, w tym członków rodzin.. Na inwestycje w infrastrukturę czy choćby prawidłową obsługę klienta już nie starczyło środków:
Fatalna obsługa klienta w Enerdze
PGNiG, należące do tej samej grupy kapitałowej Orlen też mnie irytuje. Rachunek i rozliczenie dostaję raz w roku, mam małe zużycie, więc można to przeżyć. Dostaję go w formie papierowej i bez problemu mogłabym zrezygnować na rzecz e-faktury, oszczędność papieru zdecydowanie do mnie przemawia. Zdecydowałabym się, gdy nie otrzymywane od nich kilka razy w roku listy (imienne, nie bezadresowe) informujące mnie o wspaniałym rządzie dbającym o to, aby rachunki były mniejsze. Na to nie żal im papieru? W dodatku odchodząca władza przez 8 lat nie miała skrupułów w wręcz rabunkowym wycinaniu lasów.

Cóż, mam wrażenie, że jestem jakoś uczulona na punkcie całego Orlenu i wszystkich powiązanych spółek. Jestem z Gdańska i na pewno duży wpływ na to ma przejęcie kiedyś gdańskiej Energi i zniszczenie gdańskiego Lotosu, ale nie tylko to. Tak upolitycznionej monopolistycznej spółki nie było chyba nawet w PRL-u.
Co wspólnego z branżą paliw ma prasa lokalna? Efekt jest prosty: do „Dziennika Bałtyckiego” nie zaglądam nawet na stronę z nekrologami… Paczkomaty? W pobliżu mojego domu są 2 orlenowskie. Często robię zakupy w sieci i faktycznie zawsze korzystam z paczkomatów, ale tylko InPostu lub Allegro One Box.

To wszystko to chyba taki mój mały bojkot konsumencki. Mam nadzieję, że nowa władza to uporządkuje. I przede wszystkim zatrudni fachowców, a nie nominatów politycznych.

Fatalna obsługa klienta w Enerdze

Gdy kilka dni temu wróciłam ok.godz.15:00 do domu, już po wejściu na klatkę schodową zauważyłam, że nie ma prądu. W mieszkaniu oczywiście też nie. Nie było mnie w domu od rana, zrobiłam szybki wywiad wśród sąsiadów – prądu nie było od godz.10:00. I to na całej ulicy- więc co najmniej kilka dużych bloków na dużym gdańskim osiedlu. Sąsiadka dzwoniła na Pogotowie Energetyczne Energi – jej komentarz po tym zgłoszeniu nadaje się tylko do wypikania dźwięku i gwiazdek w tekście pisanym. Inny sąsiad też dzwonił, odesłano go do spółdzielni mieszkaniowej, gdzie dowiedział się, że jest jakaś większa awaria (w Enerdze, nie na odcinku zarządzanym przez SM)
i prąd powinien wrócić o 13:30 czyli 1,5 godziny wcześniej…
Sprawdziłam w  internecie – na stronach Energi brak informacji o braku prądu na moim osiedlu – to duża dzielnica w Gdańsku. Dziwne, po 5 godzinach awarii jednak spodziewałam się, że coś tam jednak będzie. Chwyciłam za telefon i zadzwoniłam na Pogotowie Energetyczne.

Dłuższą chwilę i sporo klikania w klawiaturę telefonu, aż w końcu zgłosił się żywy człowiek. Powiedziałam skąd dzwonię i spytałam o awarię na osiedlu. Pan stwierdził, że nic nie widzi, aby była w tej okolicy jakaś awaria, a w ogóle to jeżeli nie jestem administratorem budynku – to nie przyjmie ode mnie zgłoszenia. Zwróciłam mu uwagę, że mam informacje, że administrator zgłosił awarię już dużo wcześniej, prąd miał być przywrócony o 13:30 czyli dwie godziny temu i nadal nie ma. I w odpowiedzi usłyszałam, że nie przyjmie ode mnie zgłoszenia, jeżeli nie jestem administratorem budynku. Błędne koło, naprawdę miałam wrażenie, że rozmawiam z botem.
W końcu udało mi się dowiedzieć, że jest tu sporo zgłoszeń, jest w trakcie realizacji. Przy okazji wspomniał, że to chyba prace planowe. Zaczęłam dociekać – gdzie i kiedy byłą o tym informacja i usłyszałam „u mnie w systemie” jest dziś od ósmej rano. Przy czym okazało  się, że dotyczy to zupełnie innej dzielnicy Gdańska.

Prąd wrócił ok. 16:00 czyli po sześciu godzinach. Jestem jednak całkowicie zdegustowana sposobem załatwiania klientów przez Energę. Pracownik Pogotowia Energetycznego kompletnie nie potrafił odpowiedzieć na proste pytania, nic nie wie i ciągle jak mantrę powtarzał „czy jest pani administratorem budynku”.
Gdy 2 dni później opowiadałam to siostrze, podniosłam jej tylko ciśnienie. Mieszka pod miastem, a własny dom, jest więc administratorem budynku. Kilka miesięcy temu próbowała zgłosić awarię (prądu nie było w połowie wsi), skończyło się rzuceniem słuchawki, zresztą po wcześniejszych pytaniach typu „czy sprawdziła pani bezpieczniki” itp.
Nie wiem z czego to wynika, ale w czasach, gdy Energa była Energą, a nie częścią imperium Obajtka – wyglądało to zupełnie inaczej. Już po wybraniu numeru można było usłyszeć prosty komunikat: jakie dzielnice są objęte awarią i orientacyjny czas usunięcia. Wystarczyło. A teraz? Zupełna porażka – nie tylko brak info na stronie internetowej, ale nawet połączenie z obsługą – niczego nie wyjaśnia.
Wchłonięcie Energi przez Orlen nie powiodło się, wyraźnie szwankuje zarządzanie.
A ja cały czas pamiętam, że umowę na dostarczanie energii elektrycznej mam podpisaną  z Energą, a nie z administracją mojej spółdzielni mieszkaniowej. Rachunki za prąd też dostaję nie w ramach czynszu, tylko w formie faktur otrzymywanych od Energi.

Jak zgłosić awarię w UPC? – Korekta

Notka ta jest obdarzona poważnym błędem. To mój błąd i nie zamierzam udawać, że jest inaczej. Numer UPC dostępny dla telefonów stacjonarnych istnieje nadal i jest czynny. W trakcie awarii, próbując się dodzwonić, dzwoniłam na błędny numer – przestawiłam 2 cyfry. Pisząc notkę – numer przepisałam z telefonu
i powieliłam ten błąd.
Prawidłowy numer na infolinię UPC to:  32 49 4
9 480
Całą reszta – bez zmian. Przepraszam.

Wykrakałam sobie. Kilka dni temu pisałam notkę o uzależnieniu od cyfrowego życia:
Nasze życie cyfrowe
Dziś zostało to zweryfikowane. O godz.12:45 padły mi wszystkie usługi UPC: telewizja, internet i telefon stacjonarny. Cóż, zdarza się.  pracowałam wiele raz w TP SA i znam to z własnego doświadczenia. Klientem UPC jestem już wiele lat, w ciągu których kilka razy się zdarzyły awarie. Dawno już nie było, więc nie mam pretensji.

Sprawdziłam u sąsiadki – też głucho. Spytałam na Twitterze – odezwali się ludzie z innych dzielnic Gdańska – to samo.  Włączyłam sobie HotSpot z komórki (działało) i normalnie pracowałam na komputerze. Po godzinie postanowiłam jednak sprawdzić – jak długo to może  i trwać i spróbowałam zadzwonić do UPC. Wykorzystałam znany od wielu lat numer dostępny z telefonów komórkowych czyli 32 94 94 480 – nie ma takiego numeru – do korekty!!!.  Sprawdziłam ostatnią fakturę i wpisane tam kontakty i spróbowałam zadzwonić na numer 813 813 813 – oczywiście z komórki niedostępny. Weszłam na stronę UPC – Przepraszamy, trwa konserwacja  systemu…

I co? Gdyby awaria była tylko u mnie – jak mogłabym ją zgłosić?
Gdy po 3 godzinach usługi wróciły, postanowiłam to sprawdzić. Niestety, nie udało mi się dowiedzieć. Zalogowałam się do Eboku i wysłałam kilka pytań do wirtualnego asystenta – jak kamień
w wodę. Z telefonu stacjonarnego zadzwoniłam na 813 813 813, a tam też tylko wirtualna asystentka, zero reakcji na  moje pytania, tylko szablon odpowiedzi i wskazówek, zupełnie niepasujących do mojego pytania – na jaki numer telefonu dostępny z telefonu komórkowego mogę zadzwonić, gdy następnym razem wystąpi awaria?

Za czasów UPC – gdy w takiej sytuacji dzwoniłam, system komputerowy miał zapisany mój numer telefonu i od razu mnie identyfikował. Gdy kiedyś była podobna awaria – na starcie zamiast muzyczki od razu usłyszałam, że w mojej okolicy jest awaria i trwają prace nad jej usuwaniem. Nawet nie czekałam na połączenie z konsultantem – wiedziałam już wszystko.
A teraz? Zero możliwości uzyskania kontaktu.

W ramach treningu jutro spróbuję skorzystać z jednej z usług – telefonu stacjonarnego. I tak właściwie z niego nie korzystam. Ładnych parę  lat temu dostałam go od UPC za 5 zł wraz  z  aplikacją na telefon komórkowy, która była połączona z tym numerem. Mogłam korzystać przy połączeniu z siecią WIFI, było tam 60 darmowych minut. Potem aplikację zlikwidowano, wyciągnęłam stary aparat telefoniczny i bardzo, bardzo rzadko korzystałam. Wprawdzie nadal płacę tylko 5zł, a to nie majątek, ale mam zamiar poćwiczyć kontakt z UPC.
W każdym razie moim osobistym zdaniem – to przejęcie UPC przez Play zdecydowanie kiepsko wpłynęło na poziom obsługi klienta.