Ekologia. Czy to się opłaca?

O ekologii słyszy się ostatnio dużo i często. Temat na czasie, szczególnie w aspekcie różnych groźnych zjawisk pogodowych, których ostatnio nie brakuje.
Czy opłaca się żyć tak, aby jak najbardziej chronić środowisko? Długofalowo i na skalę globalną z pewnością tak, ale jak to wygląda w wymiarze każdego z nas osobno i to teraz, na każdym kroku codzienności? Moim zdaniem warto, tak wychodzi oszczędniej. I nie mam tu na myśli tylko dbania o własne zdrowie (choć wiadomo – lepiej zapobiegać niż leczyć), ale także o to ile płacimy na co dzień, myśląc o tym, czy mniej lub bardziej dbamy o środowisko.

Mieszkam w Gdańsku, w podłączonym do elektrociepłowni bloku, więc odpada mi problem zakupu opału. Nie muszę się zastanawiać, czy i jaki kupić węgiel czy może lepiej zainwestować w ogrzewanie gazowe. Oczywiście oszczędzam ciepło – zainstalowane na kaloryferach podzielniki ciepła są tu zdecydowanym motywatorem, aby skręcając zawory, nie wpadać w depresję przy rozliczeniu zużycia ciepła. Staram się też patrzeć na to trochę szerzej. Ok. 40%  opłaty to zużycie ciepła w części wspólnej, pilnuję więc także, aby w sezonie grzewczym okna i drzwi na klatce schodowej były pozamykane. Na szczęście nie jestem sama – sąsiedzi mają podobne podejście.

Na własny użytek pilnuję energii elektrycznej. Niestety, prąd jest bardzo drogi (a w przyszłym roku będzie jeszcze drożej) i trzeba tego pilnować. W praktyce wygląda to tak, że ciągle gaszę niepotrzebne oświetlenie (choć i tak korzystam z żarówek LED-owych), wychodząc z domu – wyłączam listwę zasilającą router, telewizor itp. Im mniej zużywam, tym mniej płacę, choć analizując rachunek za prąd – nie jest to takie proste przełożenie. Opłaty stałe stanowią znaczną część rachunku i nie zależą od zużycia. Niemniej jednak staram się pilnować, przy okazji wierząc, że na swoją małą skalę dbam o środowisko.
Podobne podejście mam do wody. Tu jest podobnie – zainstalowane liczniki na rurach dopływowych zmuszają do oszczędzania wody. I też pośrednio wpływają na środowisko, choć tylko w skali mikro.

Oczywiście segreguję też śmieci. Wprawdzie nie mam wyboru, w mojej spółdzielni mieszkaniowej obowiązuje taki model, płacimy mniej za śmieci segregowane, ale mam nadzieję, że to też mój mały okruszek do ochrony środowiska. Tym bardziej, że ostatnio generalnie staram się zmniejszać ilość śmieci. Na zakupy od wielu lat chodzę z własnymi “szmacianymi” siatkami, rzadko decydując się na zakup reklamówek. Tu też oszczędzam – reklamówki są przecież płatne. Do zdecydowanego minimum ograniczam jednak także korzystanie tych małych, cienkich foliówek, które w wielu przypadkach są darmowe.
Piję dużo wody, ale coraz mniej w plastikowych butelkach (choć lubię mineralną lekko gazowaną). Przerzucam się na zwykłą wodę z kranu, przepuszczoną przez filtr w dzbanku Dafi. Zawsze to mniej plastiku w domu, a poza tym – jednak litr wody z kranu jest tańszy niż z przyniesionej ze sklepu butelki.
Dodatkowo staram się też nie wyrzucać jedzenia. Korzystam z zamrażalnika , mrożę nawet chleb, wyciągając przed posiłkiem kilka kromek.

Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że w ten sposób nie powstrzymam zmian klimatu. Jednak nie oznacza to, że nie warto nic robić. Trzeba i to od zaraz. Nikt nie jest zwolniony z tego obowiązku. W  myśl zasady: grosz do grosza …. – małymi kroczkami możemy przyczynić się do tego, że choć trochę  zatrzymamy dalszą degradację naszej planety. No i liczy się walor edukacyjny – dawajmy sobie nawzajem dobry przykład.
Tym bardziej, że to się opłaca.

 

Jedna myśl w temacie “Ekologia. Czy to się opłaca?”

Dodaj komentarz