Wyciek danych osobowych

grafika wygenerowana przez AI

W naszej cyfrowej rzeczywistości na każdym kroku musimy się pilnować i chronić nasze dane osobowe, logowania do różnych systemów itp.itd. Staramy się chronić naszą prywatność, nie publikujemy zdjęć rodzinnych, pamiętamy o RODO. No i oczywiście nie klikamy w żadne linki w dziwnych mailach, nawet jeżeli informują nas o jakiejś wielkiej wygranej w konkursie (mimo tego, ze wcale wcale nie braliśmy w nim udziału).
Ja ignoruję także wszelkie wiadomości od chcących przekazać mi swój majątek śmiertelnie chorych milionerów i nie odpowiadam prawnikom powiadamiających mnie o spadku po nieznanym mi krewnym z drugiego końca świata. 
Zresztą każdy to zna z własnej skrzynki pocztowej… 

Niestety, wygląda na to, że to wszystko za mało. Zawsze może się zdarzyć, że gdzieś na jakiś serwer włamią się hakerzy i pobiorą z nich dane, w tym i nasze. O większości pewnie nawet nie wiemy, zresztą i tak nie mamy na to wpływu. Niestety. 
Gdy kilka dni temu dowiedziałam się o wycieku danych z bazy MyDr – w pierwszej chwili pomyślałam, że mnie to nie dotyczy – w ogóle nie kojarzę tej nazwy. A jednak – ja nie kojarzę, ale przychodnie lekarskie, w której bywam regularnie, już tak. A to oznacza, że wcale nie jest wesoło. Nie mam złudzeń – jak nie z POZ to od kardiologa, diabetologa czy neurologa, szanse, ze moje dane osobowe i medyczne są w rękach hakerów są bardzo duże. Teoretycznie od teraz – przy wejściu do klatki schodowej, tam, gdzie kiedyś była lista mieszkańców, może znaleźć jest spis chorób, lekarzy i przyjmowanych leków i przeze mnie i przez wszystkich sąsiadów. Owszem, wiem, że to absurd i tak wielki atak cybernetyczny nie po to był przeprowadzony, ale sama świadomość jest jednak mało przyjemna. 

Co możemy zrobić? Nic, a przynajmniej prawie nic. Oczywiście, warto zastrzec PESEL (jeśli ktoś jeszcze tego nie zrobił). Warto też sprawdzić, czy nasze dane już wcześniej gdzieś nie wyciekły (danych z tego ataku na MyDr jeszcze nie ma). Można to zrobić na stronie rządowej:
https://bezpiecznedane.gov.pl

I tyle. Wpadanie w panikę i tak nie pomoże. 

Przesyłka wstrzymana – wymagane opłaty celne

Wczoraj na blogu umieściłam wpis o szybkim i sprawnym dostarczeniu przesyłki przez Pocztę Polską:
Poczta też potrafi

Już dziś otrzymałam 2 wiadomości mailowe od „Poczty Polskiej”, że muszę uregulować opłaty celne:

kliknij, aby powiększyć
kliknij, aby powiększyć

Cóż, akurat nie czekam na żadną przesyłkę. Adres nadawcy też jakoś zupełnie nie pasuje do Poczty Polskiej. Poza tym – informacji o oszustwach związanych rzekomo nieuregulowanym cłem czy też koniecznością dopłaty za przesyłkę jest już w sieci sporo. Nie wiem na jaką stronę prowadzi link z maila – nie sprawdzałam. Mam nadzieję, że mój program antywirusowy nie pozwoliłby mi na to, ale i tak nie mam zwyczaju klikać w takie linki od dziwnych nadawców. Wprawdzie wiele już razy zrezygnowałam w ten sposób z otrzymania spadku czy też odebrania wielkich sum pieniędzy od umierającego filantropa, ale staram się być tu konsekwentna. 

 

Oszuści nie świętują

Końcówka starego i początek nowego roku to z reguły czas, gdy zajęci jesteśmy pakowaniem prezentów, strojeniem choinki, gotowaniem potraw na świąteczne dni czy przygotowywaniem kreacji na zabawę Sylwestrową. Zabiegani i rozkojarzeni łatwiej możemy stracić czujność i dać się nabrać oszustwom.
W Wigilię o godz.14;23 dostałam maila. Adresat wiadomości: Zespół nazwa.pl, a w treści informacja o tym, że moja domena wygasła i żeby strona nie zniknęła z sieci (a także nie została przejęta przez kogoś) oraz nie utracić dostępu do skrzynki pocztowej – konieczne jest natychmiastowe działanie. Wystarczy kliknąć w link i opłacić usługi. Na dole pełna ładna stopka z nazwa.pl. 
Cóż, korzystam z hostingu w nazwa.pl, moje domeny też są tam wykupione. I faktycznie – domena mojej firmy jest ważna do 3 stycznia. Czyli prawie wszystko się zgadza. Jednak prawie robi wielką różnicę. 

Mój program antywirusowy przerzucił maila do śmieci z ostrzeżeniem:

kliknij, aby powiększyć

Sam mail przyszedł z jakiegoś dziwnego adresu, na skrzynkę, która nie jest ustawiona jako kontakt w Panelu Klienta w nazwa.pl.  No i ten adres linku, gdzie mam zapłacić:

kliknij, aby powiększyć

Nie wchodziłam tam, nie chcąc spędzić świąt na czyszczeniu komputera – kto wie, co by się tam zainstalowało.
Generalnie nie mam zwyczaju klikania w linki w mailu. Nawet, gdy dostaję prawdziwe rachunki np. za energię elektryczną, telewizję kablową itp. – nie wchodzę w zamieszczone tam linki, tylko otwieram przeglądarkę i loguję się na konto klienta. 
A następnego dnia rano dostałam mail z faktura proforma, tym razem naprawdę z nazwy. Po zalogowaniu – w panelu klienta weszłam do faktur i opłaciłam domenę.
Dodatkowo opisałam sytuację i z załączonym mailem – wysłałam do nazwa.pl Za chwilę Sylwester – kto wie, ile maili podobnych do tego zostanie rozesłanych?