Problem z UPO dla JPK

Wczoraj publikowałam notkę o błędzie 120 przy wysyłaniu JPK
a dziś rano na mojej skrzynce pocztowej pojawiła się odpowiedź z Helpdesku MF. W mailu informacja o tym, że pojawiły się problemy z uzyskaniem UPO, ale w tej chwili już powinno być dobrze. Do tego link do komunikatu technicznego MF:

Sprawdziłam, zadziałało. Pobrałam UPO. 
Inna bajka, że problem miałam w dn.7-8 grudnia, a komunikat mówi o dacie 9 grudnia, ale ważne, że działa. 

Wysyłanie JPK – błąd 120

2 dni temu za pomocą aplikacji JPK_WEB (czyli oficjalnego narzędzia MF) wysłałam plik JPK za miesiąc listopad. Robię tak od dawna co miesiąc. Nie wiem, co poszło nie tak, ale próba pobrania UPO skończyłam się takim komunikatem:

 Sesja została poprawnie zakończona. Dane zostały poprawnie zapisane. Trwa weryfikacja dokumentu (120)

kliknij, aby powiększyć

Cóż, nigdy wcześnie mi się to nie zdarzyło. Spokojnie jednak odczekałam i gdy wczoraj nadal nic, zajrzałam ponownie do pliku JPK. Wyłapałam, że mam błąd (literówkę) w oznaczeniu jednej z faktur otrzymanych. Poprawiłam, wysłałam ponownie (choć teraz jako korektę) nie wydaje mi się jednak, żeby to mogło być przyczyną. Próba pobrania UPO – skończyła się też jak wyżej. 
No i teraz czekam na 2 potwierdzenia. 

Tak, już wczoraj wysłałam maila na Helpdesk MF. Odpowiedzi jeszcze nie mam. 
Wiem, że jeszcze jest sporo czasu do terminu JPK, ale chciałam mieć to już z głowy. Tym bardziej, że mój plik JPK to właściwie mały pliczek – kilka pozycji i to tylko z Ewidencji, VAT rozliczam kwartalnie. 
Kończą mi się pomysły – co dalej? 

Aktualizacja dn.10-12-2025r. : 
Problem rozwiązany


Przesyłka wstrzymana – wymagane opłaty celne

Wczoraj na blogu umieściłam wpis o szybkim i sprawnym dostarczeniu przesyłki przez Pocztę Polską:
Poczta też potrafi

Już dziś otrzymałam 2 wiadomości mailowe od „Poczty Polskiej”, że muszę uregulować opłaty celne:

kliknij, aby powiększyć
kliknij, aby powiększyć

Cóż, akurat nie czekam na żadną przesyłkę. Adres nadawcy też jakoś zupełnie nie pasuje do Poczty Polskiej. Poza tym – informacji o oszustwach związanych rzekomo nieuregulowanym cłem czy też koniecznością dopłaty za przesyłkę jest już w sieci sporo. Nie wiem na jaką stronę prowadzi link z maila – nie sprawdzałam. Mam nadzieję, że mój program antywirusowy nie pozwoliłby mi na to, ale i tak nie mam zwyczaju klikać w takie linki od dziwnych nadawców. Wprawdzie wiele już razy zrezygnowałam w ten sposób z otrzymania spadku czy też odebrania wielkich sum pieniędzy od umierającego filantropa, ale staram się być tu konsekwentna. 

 

Poczta też potrafi

Narzekanie na Pocztę Polską i świadczone przez nią usługi to już wręcz  standard w naszej rzeczywistości. Nie ma sensu się rozpisywać – po co? Tym razem jednak zdecydowanie chciałabym pochwalić Pocztex – za szybkie i sprawne dostarczenie 

kliknij, aby powiększyć

Standardowa przesyłka Amazonu, przygotowana gdzieś w magazynie na zachodzie kraju, dotarła do mnie w Gdańsku po 23 godzinach. Miły, sympatyczny i uśmiechnięty kurier w pakiecie. Naprawdę jestem pod wrażeniem. 
I nie lubię ciągle narzekać, wolę chwalić – szczególnie jeśli są powody. 

 

Refundacja wyrobów medycznych

Jestem diabetyczką, ma cukrzycę typu 1. Dowiedziałam się o tym 7 lat temu i od tej pory moje życie się dość mocno zmieniło. 
Ciągła kontrola glikemii i pilnowanie, aby poziom cukru był w normie jest jednak sporym wyzwaniem. Tak, glukometr jest potrzebny, ale ile razy dziennie można kłuć palce, aby wytoczyć kroplę krwi? 
Mój diabetolog już przeszło 4 lata temu namawiał mnie na przejście na CGM (system ciągłego monitorowania glikemii) i zastosowanie FreeStyel Libre 2. 

kliknij, aby powiększyć

Mały sensor na ramieniu i odczyt online poziomu cukru w telefonie. Brzmi bajkowo, ale cena takiego sensora to 280,50zł. Jeden wystarcza dokładnie na 14 dni (co do minuty), potem się wyłącza i trzeba założyć nowy. Koszt można łatwo wyliczyć: 20zł dziennie czyli miesięcznie co najmniej 600zł. Cóż, dla mnie nie jest to mało, a biorąc pod uwagę, że zdrowie mi się trochę posypało i w aptece bywa często, koszty leczenia stanowią bardzo znaczącą pozycję w moim budżecie. 

I nagle, 3 lata temu okazało się, że sensory FSL2 wchodzą na listę refundacyjną. Jest kilka grup pacjentów, którzy mogą otrzymać refundację:
FSL2 – zasady refundacji
W moim przypadku cena po refundacji to 76,50zł – da się wytrzymać.

Warunki refundacji są dość ostre, ale terapeutycznie uzasadnione. Na pół roku przysługuje 13 sensorów – po 2 na każdy miesiąc, a ten 13 pokrywa wszystkie końcówki miesiąca. Potem kontrola u lekarza i jeżeli spełniam nadal kryteria – kolejne zlecenie na kolejne pół roku. Moje wyniki znacząco poprawiły się już po pierwszych 6 miesiącach – aż trudno było mi uwierzyć, że aż tak bardzo. No i odzyskałam spokój – już nie sięgam w panice po glukometr, żeby sprawdzić, czy nie wzięłam za dużo insuliny lub czy nie zjadłam czegoś za dużo, teraz wystarczy zerknąć na smartfona. A gdy dzieje się coś złego – odzywa się alarm, także w nocy. Naprawdę stałam się fanką FSL2 i każdemu polecam. 

Ostatnio dość często zdarzało mi się zaglądać na grupę użytkowników FSL2 na Facebooku. Czytałam tam sporo postów i zdziwiło mnie, jak wiele jest ofert sprzedaży sensorów. Ceny mniej więcej od 100zł do 200zł. Najczęściej przez OLX lub Vinted.  Kilka dni temu moderator zablokował możliwość wstawiania takich ogłoszeń, choć nadal można je publikować na czacie grupy. Cóż, dla mnie to dość dziwna sprawa – skąd biorą te sensory? Ilość jest przecież ściśle wyliczona. W tym roku miałam 2 rezonanse magnetyczne i za każdym razem, przed badaniem wyjmowałam sensor przed upływem 14 dni i w efekcie dwukrotnie kupowałam po cenie komercyjnej u producenta, żeby móc nadal kontrolować cukier. Cóż, nie kupuję żadnych leków ani wyrobów medycznych w dziwnych miejscach, nie wiadomo od kogo. 

Skąd są te sensory na rynku? Przecież sprzedawane są w cenie zdecydowanie świadczącej o tym, że są z refundacji. Jeżeli ktoś sprzedaje swoje własne i zarabia na tym, a sam ewentualnie zadowala się glukometrem – nie spełnia jednego z podstawowych warunków kontynuowania refundacji czyli czasu wykorzystania sensora. Poza tym paski do glukometru też kosztują, a przy refundacji – na receptę można wykupić tylko 3 opakowania na 6 miesięcy.  Tu NFZ bardzo skrupulatnie kontroluje i blokuje.  Nie wydaje mi się, żeby sprzedający sensory narażał się na to. Zaczynam podejrzewać, że przyczyną jest tu chyba zbyt dobra obsługa reklamacji.  W ciągu prawie 3 lat zdarzyło mi się to 3 razy – 2 razy na początku i 1 raz we wrześniu br. Za każdym razem sensor się nie uruchomił. Zgłosiłam na infolinii i następnie dnia kurier przynosił nowy sensor wraz z opakowaniem służącym do bezpłatnego odesłania tego uszkodzonego. U mnie sensor nie wystartował, więc nie skorzystałam na tej reklamacji, ale można składać reklamacje z różnych powodów nie tylko od razu po założeniu. Gdy ktoś np. po 10 dniach zgłasza, że sensor się uszkodził lub odkleił? Czas użytkowania się wydłuży. Przy kilku sensorach można faktycznie zrobić sobie zapas…. 
Każdy sensor ma swój własny unikalny numer, można po nim sprawdzić kto dostał go w ramach refundacji, porównać z listą osób często zgłaszających reklamacje i zastanowić się nad przyczynami. Dobra tabela w Excelu załatwi to szybko. 
Inna bajka, że tu akurat nie traci NFZ, a producent. Choć z pewnością nie wpływa to na obniżenie ceny komercyjnej sensora (mimo, że konkurencja też już jest na rynku) i finalnie zmniejszenia wysokości refundacji. 


A tu możesz mi postawić kawę:

kawa dla marzateli

 https://buycoffee.to/marzatela

Pomysł na prezent dla czterolatki

Boże Narodzenie już za miesiąc, czas najwyższy pomyśleć o prezentach pod choinkę. Ja nie lubię zostawiać takich spraw na ostatnią chwilę i zdecydowanie nie lubię kupować zestawów prezentowych nr 6, zawsze staram się dopasować prezenty do odbiorcy. 

Codziennie rano prowadzę do przedszkola moją czteroletnią  wnuczkę (syn mieszka 5 minut drogi ode mnie). Ostatnio rozmawiałyśmy po drodze o konieczności napisania listu do Św.Mikołaja i okazało się, że moja wnuczka marzy o nosidełku dla lalki. Wprawdzie wersje chwilami były sprzeczne, gdyż raz wspominała o takim nosidełku zakładanym na szelkach, a innym razem – o takim przypominającym torbę. 
Poszperałam na Allegro – ofert jest sporo. Najbardziej spodobały mi się takie:

Zamówiłam obydwa – w końcu mam jedną wnuczkę, muszę ją rozpieszczać. Dostawa szybko i sprawnie. Obydwa nosidełka miłę w dotyku, ładne i porządnie wykonane. Naprawdę bardzo jestem zadowolona z  zakupu. 
Polecam! 

 

Migracja przestarzałych baz danych

Gdy kilkanaście lat temu zakładałam swoją działalność gospodarczą, wykupiłam domenę i hosting w nazwa.pl.
W tamtych czasach swoje blogi prowadziłam jeszcze na bezpłatnej platformie Blox.pl, ale po jej likwidacji – wykupiłam dodatkowo domenę marzatela.pl i na jej subdomenach – odtworzyłam i uporządkowałam swoje blogi. 
Generalnie zawsze byłam zadowolona z hostingu, choć rachunki ciągle wzrastały.
Kilka lat temu z kilku różnych powodów zrezygnowałam z tego dostawcy i korzystając z atrakcyjnej promocji, przeniosłam się na home.pl. Cóż, wróciłam po 2 latach – było zdecydowanie gorzej. 

We wrześniu br. dostałam z nazwa.pl maila z informacją, że korzystam z przestarzałych wersji baz danych. Dołączony był link do bazy wiedzy, jak można je zaktualizować
https://www.nazwa.pl/pomoc/baza-wiedzy/zarzadzanie-baza-danych/#migracja-mariadb-105
Niestety, wówczas zignorowałam tę informację, odkładając ja na później. Potem oczywiście zapomniałam, a kolejnego maila nie otrzymałam. Za to w listopadzie, na 10 dni przed końcem okresu abonamentowego, nastąpiła próba pobrania z mojej karty należności za kolejny okres abonamentowy. Próba nieudana – mam tu podpiętą kartę, na której nie ma środków – zasilam ją tylko konkretną kwotą chwilę przed dokonaniem płatności. No i chwilę później – przyszedł mail z proformą. Jedną z pozycji było Obsługa starszych wersji serwerów baz danych dla usługi serwera.
Cóż, 110,70zł za 3 miesiące to dla mnie zdecydowanie za dużo. Wczytałam się dokładnie w instrukcję i zabrałam do samodzielnego migrowania baz. Przy okazji zrobiłam też porządek na serwerze – trochę różnych śmieci przez lata mi się tam nazbierało. Poszło nawet w miarę sprawnie, choć przy jednym z blogów popełniłam kilka błędów, musiałam wykasować wszystko i zainstalować aplikację WordPress od początku (na szczęście miałam kopię i odtworzyłam całą treść) . Jednak ku mojemu zdziwieniu – ta nowa instalacja aplikacji też pojawiła się na przestarzałej bazie danych. Zaczęłam podejrzewać, że jednak coś nie do końca dobrze mi poszło z tymi migracjami. Po kontakcie z nazwa.pl okazało się, że tak, tak jest. Muszę ten nowy blog również zmigrować do nowej wersji. Zrobiłam to, ale gdybym była zupełnie nowym klientem, raczej nie przyszłoby mi do głowy, że instaluję coś przestarzałego. Też musiałabym płacić dodatkowo? 
Cóż, ja naprawdę optymalizuję koszty… 

Generalnie jest zadowolona z usług nazwa.pl i póki co, nie zamierzam uciekać i korzystać z powitalnych promocji na start u innych dostawców. Konsultanci są bardzo uprzejmi i szybko reagują, nawet w godzinach wieczornych w sobotę. Sam hosting jest stabilny i przyjazny w obsłudze. 
Widzę jednak też wady:

    • przedłużanie na kolejny okres abonamentowy jest automatyczne, jednak czasem znajdują się tam pozycje, których już nie chcemy przedłużać/opłacać. Nie wiem, czy w przypadku reklamacji szybko zwracają nadmiarowe środki, ale  na wszelki wypadek – lepiej trzymać środki na karcie bez środków;
    • jedyny rozsądny sposób na opłacanie usług to karta płatnicza. Każda inna forma płatności (w tym przelew elektroniczny czy nawet Blik) – jest obciążany dodatkową opłata prawie 10zł. To już wręcz absurd. 

 

Selektywna zbiórka odpadów

Od 1 października 2025 czeka nas kolejna rewolucja w segregowaniu odpadów. Butelki plastikowe, szklane oraz puszki będą płatne i będziemy je wrzucać albo do butelkomatu albo oddawać w sklepie, odbierając w ten sposób kaucję. Przez 3 miesiące czeka nas jeszcze okres przejściowy, choć ja w najbliższej okolicy nie widzę przygotowań do odbioru tych opakowań. 

Zastanawia mnie tu jedna sprawa związana z butelkami plastikowymi. Do tej pory zawsze zgniatałam je, zakręcałam i finalnie wrzucałam do żółtego kontenera na śmieci. Butelka po zgnieceniu zawsze zajmuje zdecydowanie mniej miejsca niż niezgnieciona, argument o tym, żeby nie wozić powietrza w  śmieciarkach, moim zdaniem jest słuszny. 
A jak to będzie teraz? Jeżeli mam oddawać/wrzucać do butelkomatu butelkę niezgniecioną, zakręconą – to co z nią będzie dalej? W takiej postaci będzie trafiała do dalszego przetworzenia? A specjalne ciężarówki będą wozić zawarte w nich powietrze? Czy może na zapleczu sklepu/butelkomatu będą siedzieć pracownicy i odkręcać korki, a potem zgniatać te butelki? 

Dane osobowe w śmieciach

O tym, że śmieci warto i trzeba segregować, wiadomo. Wprawdzie ostatnio nie jest to łatwe, gdyż z tekstyliami jest jednak sporo zamieszania, ale z całą resztą już się sobie jednak radzimy.
Choć dla mnie zawsze problemem było wyrzucanie starych rachunków, recept i wyciągów bankowych i innych świstków z danymi osobowymi. Trochę się tego nazbierało, a jakoś trudno mi  je wrzucać po prostu do makulatury. Nigdy nie wiadomo, czy i gdzie nie zaczną fruwać po okolicy. Po co mi to? 

Do tej pory po trochu rwałam je na małe strzępy, ale to jednak mało efektywne działanie. Kilka miesięcy temu zmobilizowałam się i kupiłam sobie w końcu niszczarkę. 

Nic wielkiego, prosta i niewielka niszczarka domowa, ale bez problemu spełnia swoją rolę. Cena przystępna, a ja w końcu mogę spokojnie uporządkować swoje papiery . Naprawdę jestem zadowolona. 
Polecam każdemu:
Biurowa i szkolna niszczarka BEKO

Teraz sukcesywnie wyrzucam stare papiery, które na pewno już się nie przydadzą do niczego. Pocięte w niszczarce mieszam i wrzucam do kartonu z inną makulaturą. 
Makulaturę zawsze wrzucam do kartonów (sporo zakupów robię w internecie i zawsze jakiś mam w domu), usuwam etykiety i tak załadowane wrzucam do niebieskiego kontenera na śmieci. Jedynym problemem były tylko etykiety na kartonach. Owszem, większość daje się oderwać, ale zdarzają się i takie, które są naprawdę mocno przyklejone. Na szczęście ostatnio zupełnie przypadkowo trafiłam w internecie na pomysł jak sobie z tym poradzić. Wystarczy taką etykietę przetrzeć np.płynem do dezynfekcji czy zwykłym zmywaczem do paznokci. Sprawdziłam, faktycznie działa. 

Wypróbowałam, używając małego papierka do dezynfekcji – faktycznie, pięknie ściera. 
Polecam. 

Dobra firma kurierska

Na różne firmy kurierskie zdarzało mi się już narzekać. Tym razem chciałabym jednak pochwalić  GLS. Szybko, sprawnie i bez problemów. 
W poniedziałek w południe zamówiłam i opłaciłam przesyłkę, we wtorek w południe była już w moich rękach.  Przesyłka mała, sprzedawca szybko ją przygotował i przygotował do wysłania. Od razu po nadaniu numeru dostałam info z GLS  linkiem do śledzenia przesyłki oraz możliwość przekierowania. Skorzystałam z przekierowania do paczkomatu – strona jest bardzo przyjazna i szybko i sprawnie można to zrobić. GLS współpracuje z Orlenem, więc możliwości jest sporo. Ja wykorzystałam paczkomat blisko mojego domu, w okolicy jest ich więcej. 

Szybko i sprawnie, polecam.