Generowanie pliku JPK VAT

W uzupełnieniu poprzedniej notki:

Mała firma i nowy JPK VAT

pora na opisanie mojego sposobu na wygenerowanie pliku xml JPK VAT.
Dane związane  z całą rachunkowością prowadzę w aplikacji Access.  Kiedyś napisałam sobie taką bazę i mam wszystko w jednym miejscu. Wprawdzie od dawna obiecuję sobie, że pora na jej zdecydowane odświeżenie, ale zawsze wypada coś pilniejszego i kończy się na zamiarach. W każdym razie bez problemu tworzę kwerendę ze spisem wszystkich faktur i zawartymi w nich danymi.

Kolejne kroki to:

    • plik Excela, do którego za pomocą Power Query wstawiam dane z bazy Accessa
    • pobieram ze strony ministerstwa  MF strukturę xml nowego VAT7k z ewidencją,
    • importuję mapę do nowego pliku Excela (tylko na chwilę, nie trzeba go nawet zapisywać), żeby zobaczyć układ nagłówków tabeli,             

      kliknij, aby powiększyć

    • kopiuję nagłówki do arkusza w moim pliku z PQ (podpunkt 1), a następnie makrem przenoszę tam potrzebne wartości i obliczenia z zestawienia faktur do odpowiednich kolumn (ta część akurat zajęła mi najwięcej czasu, gdyż dokładnie sprawdzałam w instrukcji, gdzie i co powinno się znaleźć,
    • ostatni etap to już tylko przeniesienie tych danych do pliku xml. Wykorzystałam tu właściwość, że plik xml można bez problemu edytować jak plik tekstowy i za pomocą makra można dodawać do niego kolejne linie. Po to zresztą potrzebne są te skopiowane nagłówki z mapy – żeby powiązać je z wartościami.

I już. Plik gotowy i wysłany.
Choć fakt, że moja rachunkowość jest prosta, spokojnie mogę omijać wiele pól, które mnie nie dotyczą.


  •  

Mała firma i nowy JPK VAT

Do wysłania pliku VAT za październik mamy czas tylko do środy, 25-go. To już naprawdę ostatnie chwile, a biorąc pod uwagę, że muszą to zrobić  wszyscy i obciążenie serwerów może być ogromne, lepiej zrobić to jak najszybciej. W ostateczności lepszym wyjściem będzie wysyła JPK VAT z błędem (merytorycznym, błędy w samym pliku nie przejdą) i złożenie później korekty niż brak pliku w terminie.
Ten nowy JPK VAT nie jest prosty i łatwy do wypełnienia. W przypadku większych firm, z rozbudowaną i skomplikowaną księgowością z pewnością bez biura rachunkowego się nie obejdzie. Gorzej mają małe firmy, dla których może być to zbyt duży koszt, szczególnie w dobie kryzysu.

Generalnie małe firmy mogą jednak skorzystać z darmowych aplikacji udostępnionych przez Ministerstwo Finansów. Dostępne są tu:

MF – bezpłatne narzędzia do JPK VAT

Nie znam aplikacji e-mikrofirma, wiem tylko, że służy do bieżącego prowadzenia rachunkowości, wystawiania i księgowania faktur itp. Nie trzeba jednak z niej korzystać, aby móc wygenerować i wysłać własny plik JPK_VAT.

Są tu 3 przyciski:

  • Klient JPK WEB


służy do wysyłania nowego pliku JPK VAT

  • Formularz uproszczony

służy do stworzenia pliku JPK VAT, również z deklaracją VATK7 lub VAT7k. Proste i przejrzyste narzędzie. Minusem jest to, że każdą z faktur trzeba wpisać do formularza, obliczenia wykonywane są automatycznie.

  • Podgląd i edycja pliku JPK VAT


służy do sprawdzenia i ewentualnej edycji pliku xml – w bardzo przyjaznej formie wypełnionego formularza.

Na pewno da się wykorzystać te narzędzia. Ja sama poszłam trochę inną drogą. Swoją rachunkowość tworzę we własnej aplikacji w Accessie. Szkoda mi trochę czasu na ponowne wklepywanie do komputera tych danych, które już mam w wersji elektronicznej. Udało mi się, wygenerowałam xml-a i wczoraj bez problemu wysłałam. Mam UPO.
O szczegółach napiszę w kolejnej notce.

 

 

 

 

JPK VAT

Tak, wiem, że zostało już bardzo mało czasu i już dawno temu powinnam być przygotowana. Niestety, jest jak jest – termin wysyłki JPK VAT zbliża się nieuchronnie, a ja jestem daleko w polu. W dodatku jestem coraz bardziej spanikowana.
Wprawdzie wygląda na to, że wysyłając w tym miesiącu zarówno deklarację VAT za 3 kwartał 2020 jak i plik JPK za wrzesień można to zrobić “po staremu”, ale to marna pociecha.

Moja księgowość jest prosta, na szczęście nie łapię się na żadne wyjątki i komplikacje. Prowadzę sama, korzystając z swojej własnej aplikacji w Accessie. Teraz muszę przerobić generowanie pliku na nowo.
Ściągam wzory dokumentów ze strony MF:

JPK VAT z deklaracją – pliki do pobrania

Próbuję się jakoś przymierzyć do napisania programu tworzącego taki nowy JPK VAT z deklaracją.

Z pewnością łatwiej byłoby skorzystać z usług biura rachunkowego, ale zdecydowanie są to dla mnie zbyt wysokie koszty w stosunku do korzyści. Raczej nie rozważam też zakupu programu do księgowości – nie opłaca mi się, tym bardziej, że sama mogę stworzyć takie narzędzie.
Inna sprawa, że jeden z moich klientów kilka miesięcy temu, po odejściu księgowej zawarł umowę z biurem rachunkowym. Ostatnio dowiedział się, że bez problemu wyślą co trzeba do fiskusa, ale musi im dostarczyć plik xml, nic innego od niego nie przyjmą. Ten klient jest kumaty, zna się na różnych aplikacjach komputerowych (choć prowadzi firmę produkcyjną, z zupełnie innej branży) i jakoś sobie poradzi. Mam jednak wrażenie, że wielu małych i mikro przedsiębiorców może mieć z tym problem i to poważny.


Abonament RTV

Ostatnio coraz częściej trafiam w sieci na wiadomości ostrzegające przed karami za zakup telewizora i nieopłacaniem abonamentu radiowo-telewizyjnego. Tu jeden z przykładów:

Kupiłeś telewizor? Uważaj! Możesz zapłacić karę. Abonament RTV. Kontrolerzy sprawdzają, kto kupił telewizor i nie zgłosił go do rejestru

To tylko przykład, na różnych portalach widziałam podobne artykuły. I zdecydowanie coś mi się tu nie zgadza.
Idę do sklepu z artykułami RTV i kupuję telewizor. Jeżeli płacę gotówką – skąd sklep wie jak się nazywam i gdzie mieszkam? Jeżeli kartą – to w najlepszym wypadku może podejrzeć moje imię i nazwisko. Natomiast bank widzi zakupy w sklepie, ale już nie wie, czy kupowałam pralkę, lodówkę czy telewizor. Nawet jeżeli wykupiłabym dodatkowe ubezpieczenie lub kupowałabym na raty i musiałabym udostępnić cały komplet danych osobowych, a w treści umowy byłaby informacja, że to telewizor – to jeszcze i tak niczego nie wyjaśnia. Od razu pojawia się pytanie: kto, kiedy i na jakiej podstawie przekazuje moje dane do spółki handlowej Poczta Polska SA? Jak ma się do tego RODO? Ostatni telewizor kupowałam wiele lat temu, więc może jestem nie na bieżąco, ale coś mi tu absolutnie nie pasuje.

Gdyby taka informacja znalazła się tylko na jednym portalu – mogłabym to jeszcze potraktować jako bzdury. Problem jednak w tym, że od kilku miesięcy widuję podobne w różnych miejscach.
Czegoś nie wiem?


Dostawa UPS

Zakupy online od dawna już są naszą codziennością, pandemia spowodowała, że w wielu przypadkach stały się koniecznością. Wiąże się to także z zwiększonym zapotrzebowaniem na usługi dostawcze. Można się tylko domyślać, że firmy kurierskie mają się świetnie. Choć klienci nie zawsze są zadowoleni.
W ostatnim czasie odbierałam sporo przesyłek: dla siebie, syna i synowej. Nie miałam większych uwag – do czasu. Ostatnio syn zamawiał przesyłkę w Empiku. Z reguły w takich przypadkach wybieraliśmy odbiór osobisty w salonie, ale tym razem ponieważ syn wyjeżdżał na urlop, paczka nie była mała i lekka, zdecydował o dostawie do domu. Do wyboru był UPS i Poczta Polska. Wybrał UPS i wyjechał, spokojnie czekaliśmy na info o dostawie. Empik wysłał maila z numerem przesyłki do śledzenia, choć na stronie UPS informacje dawkowane były bardzo oszczędnie. Zanim się zorientowaliśmy – okazało się, że kurier nie zastał adresata i dostarczył przesyłkę do UPS Access Point.
Mówiąc delikatnie – byłam zaskoczona. Prawie cały dzień byłam w domu, choć to prawie robi jednak różnicę. Gdybym wiedziała, że tego dnia ma być dostawa – nie ruszałabym się czekając na kuriera. Chyba mam przyzwyczajenie z DHL, który w dniu dostawy wysyła informację, że w dniu dzisiejszym w godz. od – do nastąpi próba dostarczenia przesyłki, podany jest numer telefonu do kuriera, a także link do ewentualnego przekierowania przesyłki. Taka obsługa jest dla mnie w pełni profesjonalna i zdaje się, że niesłusznie oczekiwałam tego także od UPS. Cóż, człowiek się uczy całe życie.
Syn odebrał przesyłkę z Access Point, choć jest to w zupełnie innej dzielnicy miasta. Stwierdziliśmy, że następnym razem trzeba jednak wybrać Pocztę Polską. Od wczoraj mam jednak wątpliwości. Pod moją wycieraczką znalazłam paczkę (zupełnie niespodziewaną). Wielkość A4, wysokość ok.5cm – z daleka było ją widać. Mieszkam w bloku, różni ludzie mogą się kręcić po klatce schodowej. Niestety, ale to też nie budzi zaufania.

 

 

JPK – InitUploadSigned…

Wczoraj wieczorem, jak co miesiąc, przygotowałam plik JPK do wysyłki. Nie mam żadnego specjalnego programu księgowego, do prowadzenia księgowości swojej firmy korzystam z własnej aplikacji stworzonej w Accessie. Pliki JPK wysyłam za pomocą aplikacji MF Klient JPK 2.0.
Wszystko poszło sprawnie do momentu wysyłki. Podpisałam kwotą z deklaracji PIT, przetwarzanie dokumentu doszło do 25% i koniec. Dokument przeskoczył do “Procesy wysyłki zakończone niepowodzeniem z możliwością wznowienia”, a w szczegółach pojawił się komunikat Wywołanie usługi InitUploadSigned nie powiodło się. Inny błąd.

Powtórzyłam, ciągle to samo – dochodzi do 25% i tyle. Na wszelki wypadek ponownie zapisałam plik csv, dokonałam konwersji i ponownie wysłałam – bez zmiany, wszystko jak wyżej.
Zaczęłam googlać i znalazłam sporo informacji na temat tego błędu – przyczyna to problemy z bramką JPK na ministerialnych serwerach.  Zaniepokoiło mnie jednak to, że wszystkie te informacje dotyczyły okresu sprzed 2, 3 lat – nic świeżego. W takiej sytuacji postanowiłam przeczekać do dzisiejszego ranka, nastawiając się na to, że muszę przygotować sobie jakąś podkładkę w formie maila do supportu technicznego MF.
Sprawdziłam dziś rano – status bez zmiany – ten sam błąd i bez możliwości wznowienia. Przygotowałam plik ponownie i zaczęłam wysyłać, choć tym razem podpisując nie kwotą deklaracji tylko przez e-puap. I poszło. Wprawdzie UPO pokazało się dopiero po 3 godzinach od wysyłki, ale mam 🙂
Choć  nadal mam wątpliwości co nie zadziało?  Obstawiam jednak, że coś się dzieje na serwerach, a ja zmieniając sposób potwierdzania pliku, ominęłam ten problem.
Nie chcę krakać, ale czy e-Deklaracje działają?

 

Nachalny telemarketing

Takie doświadczenia pewnie ma każdy: dzwoni telefon, wyświetla się zupełnie nieznany nam numer i od razu po odebraniu dowiadujemy się, że nasz numer został wylosowany i mamy do odebrania jakąś super nagrodę. Wyszukując taki numer w internecie na wszystkich stronach typu Kto dzwonił, Nieznany numer itp.itd. widać od razu liczne negatywne komentarze – nachalny telemarketing.
Irytują mnie takie telefony, nie wierzę w żadne wygrane w konkursach, w których nie biorę udziału. A na uczestnictwo w różnego rodzaju pokazach garnków/kołder/ofert ubezpieczenia itp. zdecydowanie szkoda mi czasu. Wprawdzie wydaje mi się, że jestem raczej odporna na wszelkie tego typu “okazje”, ale kto wie na co mogłabym dać się nabrać?

Ostatnio taki telefon odebrała znajoma. Zaproponowano jej jakieś bezpłatne badania markerów antynowotworowych. Już prawie się umówiła, ale zadzwoniła do mnie, żeby się poradzić. Zapamiętała, że ja też brałam udział w jakichś badaniach, na które zaproszono mnie telefonicznie. Fakt, miała rację. Półtora roku temu dostałam skierowanie na badanie. Lekarz pierwszego kontaktu doradził mi, żebym sprawdziła czy nie da się tego badania zrobić w ramach programu profilaktyki, realizowanego w szpitalu, finansowanego ze środków unijnych. Faktycznie, w odróżnieniu od normalnej ścieżki NFZ, były zdecydowanie krótsze terminy. Gdy więc w ubiegłym roku odebrałam telefon z tego szpitala i zaproszono mnie na inne badanie profilaktyczne, też w ramach programu unijnego, zdecydowałam się od razu. Tym bardziej, że osoba dzwoniąca do mnie znała moje imię i nazwisko i powoływała się właśnie na to wcześniejsze badanie. Jednak jest  to znacząca różnica w stosunku do “pani numer został losowo wygenerowany przez komputer”…
Wygooglałam numer, który wyświetlił się tej mojej znajomej. Faktycznie to telemarketing, zapraszają na badania/spotkania i oferują abonamenty medyczne. Cóż, jakoś mało mi się to podoba. Robię badanie, dowiaduję się, że coś tam wyszło i konieczne są dalsze badania i leczenie?  I najlepiej, żeby od razu wykupić taki abonament? Wiadomo, że o zdrowie trzeba dbać, ale podejmowanie niosących za sobą poważne skutki finansowe decyzji pod wpływem emocji nie jest zbyt racjonalne. Nie wiem, czy wynik takiego badania jest od razu jakoś interpretowany i wyjaśniany, nie wiem też jakie są dokładnie naciski, że lepiej wykupić i nie liczyć na NFZ, ale mam dużo wątpliwości. Moja znajoma w końcu nie zdecydowała się na te badania.

Jak radzić sobie z takimi ofertami? Zwykłe dziękuję, nie jestem zainteresowana z reguły nie działa. Kiedyś zdarzyło mi się, że dzwoniąca zareagowała oburzeniem i krzyknęła: “Przecież to jest za darmo!” . Ostatnio staram się spokojnie i uprzejmie wydobyć odpowiedź na pytanie: “Do kogo pan/pani dzwoni?” i nie zadowalam się odpowiedzią “Do pani!“. Wówczas informuję, że ten numer nie jest zarejestrowany na osobę prywatną i ponawiam pytanie. Z reguły to kończy rozmowę, ale kiedyś spotkałam się z pretensjami, że nie zgłosiłam się nazwą firmy. Moja odpowiedź to: “Pan naprawdę nie ma pojęcia gdzie się Pan dodzwonił?”. Skończyło się “rzuceniem słuchawki” przez telemarketera.
W zanadrzu mam jeszcze prośbę o powtórzenie nazwiska i podanie nazwy firmy i poinformowanie, że rozmowa jest rejestrowana.


Poczta Polska i nie tylko

Każdy kto bywa od czasu do czasu w placówkach Poczty Polskiej zauważył z pewnością, że to już głównie sklepiki ze specyficznym asortymentem, z przewagą różnego rodzaju dewocjonaliów. Cóż, może się sprzedaje i warto? Ktoś chyba to kalkuje? Całkiem niedawno wpadła mi w oczy gdzieś w sieci informacja, że Poczta Polska planuje otwarcie sieci własnych dyskontów, więc tan rodzaj działalności będzie rozwojowy.
Niestety, ale wygląda na to, że ze szkodą dla działalności podstawowej.

Przez ostatnie 2 miesiące odbierałam sporo przesyłek pocztowych, dostarczanych przez różne firmy kurierskie. Zdecydowanie górują tu paczkomaty InPost – nie muszę siedzieć w domu i czekać na kuriera, odbieram wtedy, gdy mi to pasuje. Godne pochwały jest także DPD – szybko i sprawnie. Choć cały czas nie mogę zrozumieć dlaczego nigdy nie wymagano ode mnie podpisu, że odebrałam przesyłkę? Jak w przypadku ewentualnej reklamacji DPD udowadnia, że dostarczył? Polecić mogę także DHL. Tu dodatkową wartością jest także możliwość przekierowania przesyłki do dowolnie wybranej “Żabki”  odebrania jej w innym terminie.
Niestety, mocno sparzyłam się za to na dostawie Pocztą Polską. Przesyłka wysłana z Ciechanowa do Suwałk przez prawie 3 pełne doby (w środku tygodnia, same dni robocze) przeleżała sobie w Warszawie. No sorry, ale po co? Czy naprawdę musiało to trwać tak długo? Mam wrażenie, że coś tu jest kiepsko z organizacją. Ta przesyłka akurat była dla nas bardzo ważna, gdyby nie udało się jej odebrać przed sobotą, byłaby już zupełnie niepotrzebna. Interweniowaliśmy wszędzie gdzie się dało, ale infolinia była zupełnie bezradna – “przesyłka jest w drodze”. Na szczęście się udało (w wyniku bardzo nieformalnych kontaktów), ale co przeżyliśmy, to nasze. Na długo się zraziłam, nikomu nie polecam. 

 

Ekologia. Czy to się opłaca?

O ekologii słyszy się ostatnio dużo i często. Temat na czasie, szczególnie w aspekcie różnych groźnych zjawisk pogodowych, których ostatnio nie brakuje.
Czy opłaca się żyć tak, aby jak najbardziej chronić środowisko? Długofalowo i na skalę globalną z pewnością tak, ale jak to wygląda w wymiarze każdego z nas osobno i to teraz, na każdym kroku codzienności? Moim zdaniem warto, tak wychodzi oszczędniej. I nie mam tu na myśli tylko dbania o własne zdrowie (choć wiadomo – lepiej zapobiegać niż leczyć), ale także o to ile płacimy na co dzień, myśląc o tym, czy mniej lub bardziej dbamy o środowisko.

Mieszkam w Gdańsku, w podłączonym do elektrociepłowni bloku, więc odpada mi problem zakupu opału. Nie muszę się zastanawiać, czy i jaki kupić węgiel czy może lepiej zainwestować w ogrzewanie gazowe. Oczywiście oszczędzam ciepło – zainstalowane na kaloryferach podzielniki ciepła są tu zdecydowanym motywatorem, aby skręcając zawory, nie wpadać w depresję przy rozliczeniu zużycia ciepła. Staram się też patrzeć na to trochę szerzej. Ok. 40%  opłaty to zużycie ciepła w części wspólnej, pilnuję więc także, aby w sezonie grzewczym okna i drzwi na klatce schodowej były pozamykane. Na szczęście nie jestem sama – sąsiedzi mają podobne podejście.

Na własny użytek pilnuję energii elektrycznej. Niestety, prąd jest bardzo drogi (a w przyszłym roku będzie jeszcze drożej) i trzeba tego pilnować. W praktyce wygląda to tak, że ciągle gaszę niepotrzebne oświetlenie (choć i tak korzystam z żarówek LED-owych), wychodząc z domu – wyłączam listwę zasilającą router, telewizor itp. Im mniej zużywam, tym mniej płacę, choć analizując rachunek za prąd – nie jest to takie proste przełożenie. Opłaty stałe stanowią znaczną część rachunku i nie zależą od zużycia. Niemniej jednak staram się pilnować, przy okazji wierząc, że na swoją małą skalę dbam o środowisko.
Podobne podejście mam do wody. Tu jest podobnie – zainstalowane liczniki na rurach dopływowych zmuszają do oszczędzania wody. I też pośrednio wpływają na środowisko, choć tylko w skali mikro.

Oczywiście segreguję też śmieci. Wprawdzie nie mam wyboru, w mojej spółdzielni mieszkaniowej obowiązuje taki model, płacimy mniej za śmieci segregowane, ale mam nadzieję, że to też mój mały okruszek do ochrony środowiska. Tym bardziej, że ostatnio generalnie staram się zmniejszać ilość śmieci. Na zakupy od wielu lat chodzę z własnymi “szmacianymi” siatkami, rzadko decydując się na zakup reklamówek. Tu też oszczędzam – reklamówki są przecież płatne. Do zdecydowanego minimum ograniczam jednak także korzystanie tych małych, cienkich foliówek, które w wielu przypadkach są darmowe.
Piję dużo wody, ale coraz mniej w plastikowych butelkach (choć lubię mineralną lekko gazowaną). Przerzucam się na zwykłą wodę z kranu, przepuszczoną przez filtr w dzbanku Dafi. Zawsze to mniej plastiku w domu, a poza tym – jednak litr wody z kranu jest tańszy niż z przyniesionej ze sklepu butelki.
Dodatkowo staram się też nie wyrzucać jedzenia. Korzystam z zamrażalnika , mrożę nawet chleb, wyciągając przed posiłkiem kilka kromek.

Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że w ten sposób nie powstrzymam zmian klimatu. Jednak nie oznacza to, że nie warto nic robić. Trzeba i to od zaraz. Nikt nie jest zwolniony z tego obowiązku. W  myśl zasady: grosz do grosza …. – małymi kroczkami możemy przyczynić się do tego, że choć trochę  zatrzymamy dalszą degradację naszej planety. No i liczy się walor edukacyjny – dawajmy sobie nawzajem dobry przykład.
Tym bardziej, że to się opłaca.